Uczniowie klasy 3B wraz z wychowawcą panem Wojciechem Szymańskim byli na premierze filmu Chopin, Chopin w reżyserii Michała Kwiecińskiego. Film trafił do kin 10 października, my mieliśmy możliwość obejrzeć go właśnie tego dnia (seans poranny), dzięki uprzejmości kierownika kina „Etiuda” pana Waldemara Włodarczyka.
Film pokazuje Chopina jako gwiazdę Paryża, ale też człowieka świadomego swych korzeni i problemów ówczesnych Polaków.
Poniżej prezentujemy recenzję Remigiusza Przewłoki z klasy 3B.
Więcej recenzji uczniów naszego liceum znajdziecie na stronie:
„Chopin, Chopin!” to najnowszy film Michała Kwiecińskiego opowiadający, jak sama nazwa wskazuje, o Fryderyku Chopinie. Akcja toczy się przeważnie w Paryżu i przedstawia ostatnich 10 ostatnich lat życia pianisty.
Fryderyka poznajemy jako już znanego na cały świat muzyka, który nagle dowiaduje się o swojej chorobie – gruźlicy. Główny bohater stara się tym nie przejmować i wraca do swojego normalnego życia, czyli grania koncertów, udzielania lekcji oraz szukania miłości.
To, co najbardziej podobało mi się w filmie, to pokazanie, jak ciężko było mu połączyć muzykę z… miłością. Gra na fortepianie i komponowanie muzyki powoli stawały się obsesją, może dlatego, że zdawał sobie sprawę, jak niewiele życia mu zostało. Liczyła się tylko muzyka, a miłość odchodziła na plan dalszym – fortepian był ponad wszystko.
Kolejny plus filmu to odtwórca głównej roli – Eryk Kulm. Chopin w jego wykonaniu był bardzo charyzmatyczny, inteligentny i błyskotliwy. Kulm nauczył się również gry na fortepianie oraz języka francuskiego, prze to ma się wrażenie, ze na ekranie widzimy Fryderyka, a nie Eryka.
Warto wspomnieć, że to najdroższy polski film – i to faktycznie widać. Scenografia przenosi nas do XIX wiecznego Paryża, stroje wyglądają, jakby były uszyte w tamtej epoce, a zdjęcia i montaż są bardzo przyjemne.
Muzyka jest jednocześnie plusem i minusem filmu. Ta, którą słyszymy, jest niesamowita. Połączenie muzyki nowoczesnej i klasycznej naprawdę robiło wrażenie. Miejscami film traci jednak swoje tempo – dzieje się tak wówczas, gdy obserwujemy, jak Chopin tworzy swoje utwory. Ja jednak widzę w nich budowę charakteru bohatera oraz to, co jest dla mnie plusem, czyli pokazanie obsesji na punkcie muzyki.
Film również miał idealne zakończenie… ale 10 minut przed faktycznym końcem. Idealnie podsumowująca całość metaforyczna scena została zrujnowana przez dziwne zakończenie, w którym Eryk Kulm patrzy w kamerę i żegna widzów.
„Chopin, Chopin!” to film nie dla każdego. Wiele scen po prostu nie będzie interesować przeciętnego widza lub ten nie zobaczy w nich głębi (której może nie być, a to tylko moja nadinterpretacja). Świetnie wykreowany świat i główny bohater oraz jego tragizm mogą zwyczajnie zniknąć w obliczu ciągłego przerywania fabuły lekko nużącą pasją Chopina. Jest to film, który ma specyficzną grupę odbiorców, do której na szczęście mogę się zaliczyć.
Remigiusz Przewłoka, klasa III B, LO Nr I im. St. Staszica